Uwaga, rodziny w potrzebie

Mamy w Polsce do rozwiązania niezwykle poważne problemy rodzin. Najbardziej zagrożone ubóstwem są rodziny z trojgiem i więcej dziećmi, w których wychowuje się ok. 1/3 polskich dzieci - mówi KAI Antoni Szymański, socjolog, senator VI kadencji.

Czy może Pan podać przykłady?

- Oczywiście. Na przykład ilustruje to ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Buduje ona nadmierną strukturę administracyjną poświęconą temu problemowi. Ocena przemocy, którą wykonać może jeden specjalista, ewentualnie po konsultacji z drugim, zostaje oddana zespołom roboczym złożonym aż z kilku pracowników różnej specjalności. Przemoc zdefiniowano nadmiernie szeroko, zaliczając do niej nawet krytykowanie czy ośmieszanie. Takimi przypadkami mają zajmować się, niezależnie zresztą od woli osób poszkodowanych, wspomniane zespoły robocze.

To nie jest rozwiązanie profesjonalne i generuje ogromne koszty. Zgodnie natomiast z ustawą o pieczy zastępczej pracownik socjalny, gdy dowie się o trudnościach opiekuńczo-wychowawczych w rodzinie, ma obowiązek wnioskować o przyznanie asystenta rodziny. Ma to mieć miejsce nawet wówczas, gdy trudności z dziećmi są typowe dla wieku dorastania i rodzice sami sobie z nimi radzą lub, gdy rodzinie pomaga już, np. pedagog szkolny lub kurator sądowy. To rozwiązanie jest niepotrzebne i kosztowne. Daje to też podstawy do obaw o nadmierną ingerencję państwa w sprawy rodzin.

Wspomniał Pan o coraz szerszym zjawisku samotnego wychowania dzieci. Jak temu zapobiegać?

- Samotne wychowywanie dzieci to głównie skutek rozwodów i separacji oraz rozpadów związków konkubenckich. Jak podaje GUS w roku 2000 udzielono 42770 rozwodów i 1340 separacji, zaś w 2009 roku 65345 i 3233 separacji. Jeśli w 2000 roku udzielono 11,1 rozwodów na 10 tys. ludności, to w 2009 r. 17.1. Tylko w 2009 roku liczba dzieci rozwiedzionych rodziców wyniosła 56 tys. 304.

W tym obszarze można zrobić naprawdę dużo. Tymczasem nic nie mówi się o tym, jakie są skutki rozpadów związków małżeńskich dla dorosłych i ich dzieci oraz całego społeczeństwa. Nie podkreśla się, że wychowanie przez oboje rodziców jest jednym z podstawowych praw dziecka. W polityce społecznej przyjmuje się szereg rozwiązań faworyzujących samotnie wychowujących dzieci, co zachęca do rozwodów i konkubinatów. Nie mamy dostatecznie rozwiniętego poradnictwa małżeńskiego. Zgodnie z prawem o rozwód można wystąpić już następnego dnia po zawarciu związku małżeńskiego. W 2005 roku bez uzasadnienia z procedury rozwodowej usunięto posiedzenia pojednawcze. Posiedzenia te sprzyjały ponownemu przemyśleniu decyzji o rozwodzie. W ich wyniku wiele małżeństw wycofywało pozwy o rozwód. Planowano, że posiedzenia pojednawcze zostaną zastąpione mediacjami, jednak wykorzystuje się je bardzo rzadko.

Wspomniał Pan o faworyzowaniu osób samotnie wychowujących dzieci, czy może Pan podać, jakieś przykłady?

- Przyjrzyjmy się choćby nowym przepisom w sprawie warunków uzyskiwania kredytu z programu „Rodzina na swoim”. Kredyt ten jest o tyle dogodny, że przez 8 lat do jego oprocentowania dopłaca budżet państwa. Zgodnie z nową ustawą kredytu tego nie dostaną małżonkowie, którzy mają powyżej 35 lat. Warunek ten nie dotyczy jednak samotnie wychowujących dzieci, oni mogą otrzymać taki kredyt także, jeśli są starsi i mają powyżej 35 lat. Kryterium samotnego wychowywania dzieci jest zresztą kompletnie chybione, jeżeli ustawodawca zamierzał chronić najuboższych. Samotnie wychowujący dzieci nie są, bowiem w najtrudniejszej sytuacji materialnej. W o wiele gorszej sytuacji są, np. rodziny wielodzietne.

Jest to kolejne rozwiązanie defaworyzujące małżeństwa. Przypomnę też, że tylko samotnie wychowujący dzieci mają prawo rozliczać podatki razem ze swoimi dziećmi. Mają oni też na ogół pierwszeństwo w przyjmowaniu dzieci do przedszkoli. W ten sposób napędzamy trend do rozwodów i samotnego wychowania dzieci, co jest dla nich wyjątkową krzywdą.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg