Chrzestni pilnie potrzebni

Nieco przerażający jest wybór chrzestnych z klucza „towarzyskiego” lub, co gorsza, „portfelowego”.

Teraz to trudno o dobrego chrzestnego. Ludzie biedni, więc ani nie chcą „podawać”, ani nie mają za co – usłyszałam niedawno. No to pięknie! Czyli współcześnie „dobry chrzestny” to kasiasty i hojny jednocześnie. Wybiera się go z klucza „portfelowego”. Taka nowa kategoria niemal powstaje: rodzic „kasiasty”. Potwierdza znajomy ksiądz: coraz częściej chrzestnymi są osoby niewierzące lub zupełnie niepraktykujące, odrzucające wręcz naukę Kościoła. Za to są „kimś”, bo chrzestny musi być „kimś”. Czyli najlepiej prezesem, względnie chociaż przysłowiowym wujkiem z Ameryki. I chociaż taki chrzestny nie wie potem, jak zachować się w kościele, kiedy uklęknąć, co odpowiedzieć podczas Mszy św., nie bądźmy małostkowi.

Czy ktokolwiek jeszcze bierze na serio obowiązki chrzestnego, czyli pomoc rodzicom biologicznym w wychowywaniu w wierze? To staroć i zabobon niemal. A druga strona chrzcielnego medalu jest i taka, że w niektórych rodzinach po prostu trudno jest wybrać chrzestnych. Bo wierzących i praktykujących jak na lekarstwo. A ponieważ gdzieniegdzie pokutuje też zwyczaj, że chrzestni muszą pochodzić z rodziny, szuka się po linii najmniejszego oporu. Ot, byle chrzestny był bierzmowany. Przecież po chrzcie i tak zobaczy chrześniaka dopiero na Komunii. A potem na weselu. Nie musi się więc wysilać. Byleby od jednej uroczystości do drugiej uskładał na prezent. Czy naprawdę warto przy wyborze chrzestnego dla dziecka kierować się kluczami „rodzina” oraz „kasa”? Oczywiście przy założeniu, że poważnie podchodzimy do własnego dziecka i wiary.

Zupełnie zdroworozsądkowo dużo uczciwsze jest poproszenie o pomoc w wychowywaniu w wierze (!) osoby z nami niespokrewnionej, skromnie sytuowanej, lecz żyjącej Ewangelią niż bliskiego i bogatego kuzyna, który akurat omija Kościół szerokim łukiem… Jasiek, dziecko piąte, ma szczęście. Gdy przyszedł moment wyboru chrzestnych, nie mieliśmy problemu. Wybraliśmy z kluczy: „najbliżsi” nam (niekoniecznie chodzi o więzy krwi) i „wierzący”. Wybraliśmy ludzi dobrych i uczciwych, którzy na szczęście zgodzili się wspomagać nas w wychowywaniu małego. A nawet gdy nie będą mogli często go odwiedzać, jedno jest pewne: najważniejszych prezentów, czyli życzliwości i modlitwy, chrześniakowi nie poskąpią.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • MIchalina
    16.02.2014 11:21
    A co zrobić gdy chrzestni naszych dzieci sami zbaczają z drogi? Co zrobić gdy głęboko wierząca i praktykująca do tej pory chrzestna, która ma być przykładem wiary i cnót dla mojej córki wiąże się (zupełnie niespodziewanie) z żonatym i dzieciatym facetem i bierze z nim cywilny ślub? Jak ja mam to wytłumaczyć mojej córce? Wytłumaczyłam jak potrafiłam i córka wie już, że matka chrzestna nie jest dla niej już żadnym już wzorem postępowania i że żyje ona w grzechu ciężkim - ale jednocześnie staram się by z ową chrzestną dziecko nie miało kontaktu, bo i po co? - czy ja dobrze robię czy nie???
  • Monia
    16.02.2014 11:35
    Dopiszę jeszcze, że jak koleżance się dziecko urodziło i było zagrożenie, że zostanę chrzestną, to i ja i co ciekawe również mąż nie chcieliśmy takiej możliwości -właśnie żeby co rok nie być zmuszonym spędzać urodzin tego dziecka z ich wielką rodziną (dziadkowie, rodzeństwo koleżanki i jej męża - brrrr!) Ta myśl nas przerażała.
  • sasanka
    16.02.2014 15:41

    Kto mi napisze co to znaczy, ze chrzestny ma uczestniczyć w religijnym wychowaniu dziecka? !

    Ja NIE wiem co to znaczy, dlatego konsekwentnie odmawiam bycia matką chrzestną, jednak liczę, że ktoś mnie oświeci? Wystarczają mi moje własne dzieci, po co jeszcze mam mieć na głowie chrześniaków z wychowaniem religijnym?

  • arnika
    19.02.2014 10:14
    Ja jednak uważam, że trzeba mysleć perspektywicznie zostając chrzestnym/chrzestną, że z tymi ludźmi będzie kontakt przy okazji imprez itd. Tak samo jest przecież jak się wybiera mężą/żonę - trzeba brać pod uwagę, że wżeniasz się w daną rodzinę i bierzesz sobie na kark konsekwenscje z tym związane i tych ludzi. Wyjątkiem są sytuacje gdy po ślubie młodzi wyprowadzają się 300 km od rodziców i mają święty spokój- ale to jest rzadkość.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.