Skarb ukryty w roli

Do lokalnych pasjonatów historii zgłosił się rolnik i oznajmił, że od jakiegoś czasu na swojej ziemi znajduje różne dziwne metalowe elementy. „Może byście panowie się tym zainteresowali?” – zapytał.

Regionaliści nie przywłaszczyli sobie cennej informacji, ale podzielili się nią z Urzędem Miasta – mówi Bartosz Gondek, historyk i rzecznik burmistrza Pruszcza Gdańskiego. – Dzięki nim dokonaliśmy niezwykłego odkrycia. Blaszane części okazały się pozostałością po amerykańskim samolocie Bell P-39 Airacobra z czasów II wojny światowej, który... służył w Radzieckich Siłach Powietrznych. Co więcej, to znalezisko pozwoliło nam odtworzyć historię, która wydawała się niemożliwa do odtworzenia.


Niemal otarł się o dachy budynków...


Początek 1945 roku. Wielkimi krokami do Pruszcza zbliżała się Armia Czerwona. – Kolumny wozów uciekinierów ciągnęły się nieprzerwanie wzdłuż wszystkich ulic. Z dnia na dzień w mieście coraz więcej było także rozbitego, zdezorganizowanego niemieckiego wojska – opowiada B. Gondek. Mieszkańcy otrzymali nakaz zakwaterowania i żywienia żołnierzy Wehrmachtu. Jednak jedzenia nie wystarczało dla wszystkich. Grupy rabusiów zakradały się więc do piwnic i spiżarni, by zdobyć coś dla siebie i rodzin. Morale wśród ludności cywilnej i żołnierzy było fatalne. Rozpoczęły się pierwsze samosądy. Ciało młodego lotnika zostało powieszone na jednym z drzew. „Na szyi zawieszono mu tabliczkę o treści: »Zastrzelono mnie, bo stchórzyłem przed wrogiem«” – pisze we wspomnieniach przedwojenny mieszkaniec Pruszcza.


W takiej atmosferze Niemcy podjęli decyzję przygotowania miasta do obrony. – Rozbudowywane na wielką skalę w drugiej połowie 1944 r. lotnisko w Pruszczu Gdańskim, podobnie jak samo miasto, było najbardziej wysuniętą na południe gdańską redutą, mającą przyjąć na siebie pierwsze uderzenie Rosjan – podkreśla B. Gondek.


Już 10 marca czerwonoarmiści ruszyli spod Gniewu, aby przez Graniczną Wieś, Trzepowo i Mierzeszyn zbliżyć się do Pruszcza. Dwa dni później, kilka kilometrów od miasta, zaczęło się prawdziwe piekło. Żołnierze walczyli w bezpośrednich potyczkach, często na granaty i bagnety. To, co udało się zdobyć Sowietom, Niemcy odbijali w nocnych kontratakach. Natarcie Armii Czerwonej stanęło. W utrzymaniu frontu niemieckim żołnierzom wydatnie pomagały samoloty startujące z lotnisk w Gdańsku, na gdyńskim Oksywiu oraz z położonego najbliżej frontu Pruszcza Gdańskiego.


– W mieście stacjonowały rozpoznawcze Focke Wulfy i bardzo skuteczne myśliwce Messer-
schmitt Bf 109 G. Nie dziwi więc, że pruszczańskie lotnisko było regularnie bombardowane i ostrzeliwane przez jednostki sowieckie – zaznacza B. Gondek.


Badając historię 1945 r., B. Gondek wraz z innym historykiem – Markiem Kozłowem natknęli się na niezwykłe wspomnienie Niemki Magdy Bliss Trojahn, która pod koniec wojny miała 23 lata i mieszkała w rejonie obecnej ulicy Powstańców Warszawy w Pruszczu Gdańskim. Przetłumaczyli je na język polski.


„Także u nas mieliśmy często alarm przeciwlotniczy. Co jakiś czas coraz częściej przelatywały nad naszymi domami samoloty. Pewną brytyjską maszynę zobaczyłam bardzo nisko nade mną, niemal otarła się o dachy budynków. Kilka sekund potem została ona zestrzelona. Niektórzy mieszkańcy wskoczyli na rowery i pognali na miejsce strącenia. Pilota wyciągnięto ponoć w stanie bardzo ciężkim” – przytacza relację B. Gondek.


– Podążając tym tropem, wiedzieliśmy, że samolotu należy szukać w pobliżu lotniska, niedaleko granicy Pruszcza i wsi Roszkowo. Brakowało nam jednak jakiegokolwiek punktu zaczepienia – mówi.
Pomoc nadeszła z nieoczekiwanej strony.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama