Plecak pełen prezentów

Radzimir Burzyński wrócił z Nepalu zauroczony ludźmi.

Podróżnik opowiada o znajomościach zawartych w Katmandu i osobach spotkanych na szlaku. Wspomina zwłaszcza podopiecznych ośrodka Orchid Garden – m.in. dziecko, które podeszło do niego z prośbą: „Pouczysz się ze mną?”. Tak! Nie poprosiło o wspólną zabawę, ale o naukę. Wspomina również utalentowaną nastolatkę, która świetnie śpiewa, tańczy i gra w koszykówkę. – Gdyby urodziła się w Europie albo USA, miałaby znacznie większe szanse, że jej zdolności zostaną zauważone, ale mieszka w biednym Nepalu… – zauważa.

U stóp Everestu

Jednym z podróżniczych marzeń Radzimira Burzyńskiego ze Zdzieszowic był trekking u podnóża najwyższej góry świata. Ruszając do Nepalu, połączył dwie pasje: odkrywanie odległych miejsc i pomaganie innym. – Już kilka lat temu przed wyprawą do Indii zastanawiałem się nad powiązaniem turystyki i pomocy charytatywnej, ale wtedy wygrał mój egoizm. Pomyślałem, że przez to mniej bym zwiedził – mówi szczerze.

Tym razem w podróż zabrał 40 kilogramów sprzętu sportowego ufundowanego przez Decathlon, m.in. plecaczki, piłki do koszykówki i siatkówki, koszulki, spodenki, getry, a także akcesoria treningowe – pachołki czy znaczniki. – Od niedawna pracuję w Decathlonie, a mimo to dyrekcja zgodziła się, bym sprzętem obdarował dzieci w Nepalu. Wybrałem ośrodek Orchid Garden w Katmandu – opowiada. Ośrodek ten 16 lat temu założyła Bina. Jest Nepalką, żoną i mamą. Wyciąga dzieci z ulicy i daje im szansę na lepsze życie. Odciąża też rodziców, którzy mogą zająć się pracą, gdy ich pociechy od rana do wieczora mają zapewnioną opiekę. Dziś pod skrzydłami ośrodka jest 300 dzieci – od kilkumiesięcznych niemowlaków po nastolatków. 200 dzieci jest na miejscu, uczą się w grupach wiekowych, a 100 znajduje się w szkołach z internatem, które opłaca organizacja. – Bina wyjaśniła mi, że edukację stawiają na pierwszym miejscu, dlatego otrzymywane darowizny w większości przeznaczają na opłacenie szkół. Wyłapują też rozmaite talenty dzieci i starają się je rozwijać – opowiada Radzimir. Był pozytywnie zaskoczony, że wszystkie dzieci powyżej czwartego roku życia rozmawiały z nim po angielsku.

Piłka pompowana na szlaku

W Katmandu Radzimir zatrzymał się przed trekkingiem i po nim, jednak jego celem było dotarcie do Everest Base Camp i wspięcie się na punkt widokowy Kalapathar. Udało się to osiągnąć bez większych trudności. Podróżnik na długo zapamięta piękne widoki. Bardziej niż przyroda zauroczyli go jednak ludzie. – To był mój najlepszy wyjazd. Towarzyszyło mi znacznie więcej emocji, bo znalazłem możliwość, by komuś pomóc. W tym kierunku chciałbym rozwijać swoje podróżowanie – podkreśla. Część sprzętu z Decathlonu rozdawał podczas trekkingu. – Starałem się, żeby coś zostawić w każdym miejscu, do którego trafiłem – tłumaczy. – Zatrzymywałem się w mijanych wioskach, wyciągałem z plecaka piłkę, pompowałem ją i wręczałem dzieciom. Były mniej otwarte niż dzieci w ośrodku, które są przyzwyczajone do obecności białych wolontariuszy. W pierwszym momencie nie wydawały się szczęśliwe i miały raczej skwaszone miny. Niemniej uśmiech pojawiał się, jak tylko orientowały się, że wręczana piłka rzeczywiście jest dla nich – opowiada.

Chętnie spotykał Nepalczyków. Poznawał ich spojrzenie na rzeczywistość, w której żyją. Udało mu się porozmawiać z Gurkhami (nepalskimi żołnierzami), jak i nawiązać relacje z młodą organizacją Voice For Choice Nepal. – Znajomi wzięli mnie ze sobą na zakupy w Katmandu. Chodziliśmy od sklepiku do sklepiku. Nie byłem zainteresowany zakupami, więc rozmawiałem ze sprzedawcami. Tak poznałem dwóch młodych studentów – Madana i Yubaraja, którzy nie tylko się uczą, ale też założyli organizację realizującą liczne projekty na rzecz mieszkańców wiosek. Są w tym bardzo kreatywni. Za zarobione w sklepie pieniądze kupują książki, zeszyty i przekazują je dzieciom. Uczą osoby starsze robienia różnych przedmiotów z papieru, które potem sprzedają, a dochód oddają ludziom. Mają umowę ze szkołami i zbierają od nich wypisane długopisy. Za niewielkie pieniądze napełniają wkłady i oddają je do szkół – opowiada Radzimir Burzyński.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.