Kobieta, przy której milczał Bóg

"Jeśli kiedykolwiek będę świętą - to będę świętą od ciemności" - pisała Matka Teresa z Kalkuty do kierownika duchowego.

Matka Teresa była prosta i autentyczna we wszystkim, co robiła i o czym mówiła - przyznaje siostra Vesna ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości. Zakonnica miała szczęście wielokrotnie spotykać założycielkę. - Wiedziałyśmy, że obcujemy z niezwykle dobrą, ciepłą kobietą, oddaną bez reszty ludziom i Panu Bogu. Święta? Tak, wyczuwało się, że jest święta. Jednak nie miałyśmy pojęcia o tym, że była mistyczką.

Bóg milczy

A była nią. Słyszała słowa Pana, doświadczała wewnętrznych widzeń. Bóg dał jej poznać, jakiej chce od niej pracy, jakiego życia, określił nawet strój zakonny, jaki siostry w zgromadzeniu miały nosić. Matka Teresa nie miała wątpliwości, że to Boże prowadzenie jest prawdziwe. Tyle że pocieszające doświadczenie bliskości Boga trwało krótko. - Nie wiedziałyśmy, że ta pogodna, z ogromnym poczuciem humoru kobieta tak potwornie cierpi - mówią siostry.

Świętą otoczyły "niewypowiedziane ciemności i straszliwe poczucie pustki". Z tego duchowego stanu, który towarzyszył jej prawie 50 lat, zwierzała się tylko spowiednikom i kierownikom duchowym. "Bóg milczy!" - skarżyła się w zapiskach prywatnych.

Nazywana "Aniołem Miłosierdzia" Matka Teresa przez ponad 45 lat w Indiach służyła ludziom całkowicie wykluczonym ze społeczeństwa, sierotom, umierającym. Dziś misjonarki miłości obsługują ponad 600 misji w krajach całego świata. - Matka bardzo lubiła Polskę, lubiła tu przyjeżdżać - opowiada siostra Vesna. - To był kraj Jana Pawła II, z którym odczuwała szczególną więź duchową.

Pijak na Watykanie

Polski papież rozpoznał w niej świętą. Już po 6 latach od jej śmierci wyniósł ją na ołtarze. Była to pierwsza we współczesnej historii Kościoła beatyfikacja w tempie ekspresowym. "Dała świadectwo kontemplacji, która staje się miłością, i miłości, która staje się kontemplacją" - zachwycał się Jan Paweł II. Zapraszając Matkę Teresę do siebie, goszcząc ją watykańskimi śniadaniami, nie skupiał się na jej drobnej osobie, ale rozmawiał o biednych, interesował się ich cierpieniem.

Dla misjonarek miłości otworzył dom w Watykanie. Kiedy Matka Teresa weszła do nowocześnie urządzonej kuchni, westchnęła: "Jak tu bogato!". Obecny przy tym papież delikatnie odpowiedział: "Siostro, to mój dom dla biednych".

Uszanowała jego wolę. On, wprowadzając siostry w mury państwa kościelnego, wzbudził tym sprzeciw kardynałów, biskupów, watykanistów, bo tym samym zapraszał do Watykanu najbiedniejszych. A "biedny", któremu służą misjonarki miłości, to eufemiczne określenie kloszarda, prostytutki, narkomana, pijaka.

Złamane Ciało Chrystusa

Czasem taki człowiek jest ciężko chory, trzeba prędko odwieźć go do szpitala. Ale żaden szpital go nie przyjmie, bo jest brudny, pijany, śmierdzi. Więc siostry myją go, golą, odwszawiają, opatrują gnijące, zaropiałe rany. Nie myślą o tym, że inni się brzydzą. Myślą o tym, że myją Jezusa. Święta Matka Teresa służbę sióstr porównywała do posługi kapłańskiej przy ołtarzu. "Trzymamy w rękach złamane Ciało Chrystusa - mówiła. - Jesteśmy najbiedniejsze z biednych".

I nie chodzi tu tylko o biedę materialną, o skromny wystrój domu, skromne posiłki. Ale o ubóstwo duchowe, pomimo mocnego przylgnięcia do Chrystusa, o świadomość, że same z siebie nic nie mogą, że czasem wchodzą w nierozwiązywalne ludzkie problemy, że czasem mogą tylko potrzymać za rękę...

- Kiedyś przyszedł do naszego domu ciężko chory, bezdomny mężczyzna - opowiada siostra Vesna. - Był zgorzkniały, zbuntowany, obrażony na cały świat, niewierzący. Bóg dał nam doświadczyć, jak przemienia serce tego człowieka. Dzień po dniu ten mężczyzna stawał się pogodny, cierpliwy w chorobie i przy pielęgnacji. Kiedy umierał powiedział: "Wracam do domu".

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Komentowanie dostępne jest tylko dla .