Optymizm to nie naiwność

O sensie życia, trudnościach będących szansą i potędze marzeń mówi psycholog Maria Popkiewicz-Ciesielska, współpracująca z portalem 2ryby.pl.

Agata Combik: Jaki jest najczęstszy problem, z którym ludzie zwracają się do psychologa?

Maria Popkiewicz-Ciesielska: Przychodzą często z pretensjami dotyczącymi osoby, z którą są w związku. Rozczarowani współmałżonkiem, chcą, żeby psycholog wytłumaczył jej, jemu ich błędy. Mniej widzą swoje własne. Druga duża grupa spraw, z którymi przychodzą ludzie, to poczucie bezsensu: „Wiele w życiu robię, ale co z tego? Nie wiem, po co żyję”. Te dwie grupy problemów zlały mi się w jedną rzeczywistość. Po latach stwierdziłam, że najczęściej małżonkowie mają w sobie ten sam obszar pewnego niepokoju – pytania o sens. Zwracamy uwagę na różne walory danej osoby, ale i wyczuwamy, że jest jakoś do mnie podobna w swoich słabościach. Gdy oboje dostrzegą, że ich problemy są zbliżone, mają szansę na głębszą przyjaźń, otwiera się jakiś nowy obszar więzi między nimi.

Jak znaleźć sens życia?

Dużo zależy od rodziców. Jeśli wychowując dziecko, wyłapują w nim jakąś jego szczególność, wydobywają ją, ona będzie terenem jego sensu życia. Jedno dziecko na przykład jest bardzo pogodne, drugie refleksyjne, trzecie – niezwykle pomysłowe. Trzeba dawać okazję do wykorzystania tej indywidualności. W sytuacji gdy potrzebna jest pomysłowość, zwracam się do pomysłowego dziecka: poradź, pomóż, zrób. Innym razem do refleksyjnego. Wielu ludzi dorosłych wciąż swojego sensu życia nie odnalazło. Do pytania, po co żyją, pobudzają ich często kryzysowe sytuacje. Jak wtedy znaleźć sens życia? Wyłapuje się go z refleksji nad najlepszymi doświadczeniami z dzieciństwa i tymi najsmutniejszymi. Te pierwsze chcemy kontynuować, przy drugich stwierdzamy: „U mnie będzie w tej kwestii dobrze”.

W swej książce wspomina Pani o sile marzeń.

Ludziom wydaje się na przykład, że skoro nie byli kochani jako dzieci, to nie są zdolni do miłości. A to nieprawda. Gdy nie byłaś kochana, to marzyłaś, co chciałabyś dostawać, gdybyś była kochana. A skoro marzyłaś, to masz cały instruktaż, na czym polega miłość.

Wykorzystać można więc i to, co dobre, i to, co złe. To bardzo optymistyczne.

Tak. Zawsze mnie irytuje, gdy optymistyczne myśli są traktowane jako naiwne, a pesymistyczne uznawane za mądrość. Tymczasem autorytetem powinien być ktoś, kto ma nadzieję, kto chce rozwiązywać problemy. A nie ktoś, kto siedzi, smuci się i smęci.

Często ludzie mają jednak trudność w odkryciu sensu swojego życia. Nie wiedzą, czym się zająć. Nie dostrzegają w sobie wyraźnych predyspozycji do czegokolwiek.

Jeśli mówią: „Nie umiem, nie umiem”, to myślę, że biegają między celami. Ale cel jest czym innym niż sens życia – czyli takie naczelne, najważniejsze hasło. Nim może być choćby to, by życie było pogodne. Wtedy będę szukać pracy tam, gdzie jest pogodnie, a nie tam, gdzie się dużo zarabia. Inna sprawa, że ludzie bywają zakłamani w sprawie sensu życia. Ktoś mówi: „Jest nim dla mnie miłość”. To pięknie brzmi, jednak obserwując życie takiej osoby, nie widzimy, by ona miała taki sens. Ten człowiek widzi, że wypada być „zwolennikiem miłości”, ale dla niego to tylko teoria. To jest pseudohierarchiczna mapa organizacji zadań życiowych. Hierarchiczna polega na tym, że mam określony sens życia i wszystkie cele są mu podporządkowane.

Człowiek czasem ma określony, piękny sens życia, ale proza codzienności zdaje się go przysłaniać. Denerwuje się, że coś nie wyszło, że samochód się popsuł.

Smutne wydarzenia losowe powinniśmy traktować jako wyzwanie do realizowania sensu życia. Jeśli dla kogoś jest nim bycie pomysłowym, to jeśli zobaczy, że znowu auto się zepsuło, i to w jakiejś wiosce na uboczu – przygodę realizowania sensu życia przeżyje właśnie w tle tego przykrego wydarzenia. Znajdzie rozwiązanie dzięki pomysłowości. Kto inny – dzięki temu, że jest ciepłym, serdecznym człowiekiem, uzyska wsparcie od jakiejś obcej osoby, która pomoże załatwić lawetę. Trudne sytuacje są szczególną okazją do realizowania sensu życia. Przykładowo: człowiek siedzi z innymi w schronie. Jeśli jego sensem jest pogoda ducha, to może przyczynić się do tego, że schronieni tam przed jakimś zagrożeniem ludzie spędzą czas na miłych wspomnieniach, pobawią się z dziećmi. Nie ma sytuacji nie do wykorzystania, beznadziejnych. agata.combik@gosc.pl Więcej w książce „Kawa z psychologiem. Maria Popkiewicz-Ciesielska w rozmowie z Adą Kwiatkowską”, informacje: 2ryby.pl lub sklep@2ryby.pl.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.