Wpuść słońce do domu

Czy żona, mąż albo rodzic alkoholika mogą odzyskać równowagę ducha tylko wtedy, gdy bliska osoba przestanie pić? Członkowie Al-Anon odkrywają, że ich życie ma sens i piękno niezależnie od wyborów innych ludzi.

Do Grup Rodzinnych Al-Anon przychodzi się z wielu powodów. – Jednym z nich jest rozpacz – mówi Teresa z Wrocławia. – Tak było ze mną. Kiedy mój syn zaczął pić, nie wiedziałam, co się dzieje. Próbowałam tłumaczyć, przekonywać. Nic nie pomagało. Miałam wrażenie, że mój los może być podobny do losu mojej cioci, która miała syna alkoholika. Samotnie zmagała się z tą sytuacją, a potem obarczyła się winą za jego śmierć z przepicia. Czy mnie miała czekać podobna udręka?

Nie ja mu pomogę

Wśród przyczyn, z jakich ludzie trafiają do Al-Anon, Teresa wymienia także samotność. – Z osobą pijącą trudno pójść na spotkanie towarzyskie, bo upije się tam albo już przyjdzie pijana. Jest nieobliczalna. Unika się wobec tego kontaktu z ludźmi, doświadcza wyobcowania – wyjaśnia. – Nie zdają egzaminu żadne środki perswazji, płacz, groźby, szantaż emocjonalny. Jak można pomóc alkoholikowi i sobie? – Pierwsza sprawa, której nauczyłam się w Al-Anon jest taka, że nie mogę pomóc alkoholikowi. Nie pije przeze mnie i nie przestanie tego robić z mojego powodu. Nie jestem odpowiedzialna za decyzje dorosłego człowieka – mówi. Nie wiąże się to z obojętnością na jego los czy też z brakiem cierpienia w przypadku jego wyborów, ale przywraca rzeczom właściwy porządek. Eliminuje też u najbliższych postawy, które ułatwiają alkoholikowi picie. – Do Al-Anon „wypchnął mnie” mój trzeźwiejący mąż. Uczestniczył w spotkaniach Anonimowych Alkoholików i zaczął się zmieniać, tymczasem ja – jak sam zauważył – powtarzałam wyuczone wcześniej zachowania, ktore tak naprawdę popychały go w stronę picia – wyjaśnia Aneta. – Kiedy żyje się z alkoholikiem, człowiek koncentruje się wyłącznie na nim, na problemie, jakim jest alkoholizm. Nie widzi się swoich własnych wad – dodaje. O tym, że wcale nie żyje się łatwo także z trzeźwiejącym alkoholikiem, mówią członkinie grupy Al-Anon, spotykającej się na terenie parafii św. Ignacego we Wrocławiu. Beata podkreśla, że wspólnota uratowała jej życie. – Trafiłam tu w głębokiej depresji. Chciałam popełnić samobójstwo i zabrać ze sobą dzieci, bo jaki sens, by żyły z alkoholikiem? Teraz mąż już nie pije. Nie zniknęły wszystkie problemy, ale ja znów umiem cieszyć się życiem – opowiada. Mąż Karoliny akurat nie pije, ale tylko dlatego, że jest poważnie chory. W tym stanie stał się jeszcze trudniejszy dla otoczenia. – Al-Anon jest dla mnie czymś takim, jak boczne kółka w rowerku dla dzieci. Daje poczucie bezpieczeństwa – mówi.

Kroki do wolności

– Jeden mężczyzna, z którym się związałam, pił, drugi też… Dlaczego tak jest? Nie wiem, ale dzięki Al-Anon moja rozpacz jest mniejsza – wyznaje Weronika. Inna z pań mówi o nauce zawierzenia Bogu, jaką daje jej wspólnota. Marta z kolei po wielu latach zaczęła normalnie rozmawiać z mężem – obecnie już niepijącym. Kiedyś każda wymiana zdań kończyła się pyskówką. Dziś znów są sobie bliscy. Kobieta wie jednak, że wciąż potrzebne jest jej wsparcie wspólnoty. Al-Anon oferuje rodzinie i przyjaciołom alkoholika konkretny program składający się z 12 stopni. Pierwszym z nich jest przyznanie się do swojej bezsilności wobec alkoholu. – Nie jest ważne, czy ktoś ma zdiagnozowaną chorobę alkoholizmu, czy też okresowo sobie popija. Ważne, że jego zachowanie stwarza określone problemy – podkreśla Teresa. – Muszę również uświadomić sobie, że jako członek rodziny osoby pijącej straciłam kontrolę nad własnym życiem. Gdy mój alkoholik jest szczęśliwy i trzeźwy, jestem szczęśliwa. Gdy jest nieszczęśliwy, ja też, bo wiem, że w tym stanie sięgnie po alkohol. Nie radzi sobie z emocjami, a jedynym lekarstwem w jego przekonaniu jest kolejna dawka alkoholu. Niestety, to niszczy także mnie. Jakie wnioski płyną z pierwszego stopnia? Trzeba zająć się swoim życiem, traktowanym nie jako element życia alkoholika, ale jako „moje własne życie”, inne od cudzego. Muszę przestać kontrolować alkoholika, pozwolić mu robić to, co robi, i ponosić konsekwencje działania. Nie mogę czuć się odpowiedzialna za jego decyzje – mówi Teresa, która w Al-Anon jest od 12 lat. – Mój alkoholik już nie pije. Nie dzięki mnie. Nie zrobiłam niczego w tym kierunku – podkreśla. – Po drodze zaliczył wpadkę. Nie pogrążyłam się w rozpacz, choć bardzo cierpiałam. Nie robiłam mu wymówek, bo wiem, że jeśli alkoholik sięgnie po kieliszek nawet po wielu latach trwania w trzeźwości, to nie wytrzyma i się upije. Na szczęście ta jednorazowa wpadka nie przekreśliła dotychczasowej drogi.

Bez pouczania

Kolejny krok w programie to wiara w to, że jakaś Siła, większa od mojej, jest w stanie przywrócić mi równowagę ducha i umysłu. Jak wyjaśnia Teresa, w Al-Anon nikt nikogo nie zmusza do wiary ani od niej nie odwodzi. W istocie cały program prowadzi do spotkania z Bogiem. Kiedy Bill W., współzałożyciel Anonimowych Alkoholików, napisał program 12 kroków, zjawił się u niego pewien jezuita i zapytał go, skąd zna rekolekcje ignacjańskie. Program doskonale się w nie wpisuje. Za niesprzeczny ze swoją wiarą uznali go również duchowni innych wyznań czy religii niechrześcijańskich. Następny krok mówi o powierzeniu woli i życia opiece Boga, tak jak się Go rozumie. Dalsze działania wiążą się z uznaniem tego, co we mnie dobre, a co złe, powierzeniem tego Bogu, zadośćuczynieniem za zło. Jeden z kroków mówi również o budowaniu więzi z Nim przez modlitwę i medytację. Na cotygodniowych spotkaniach obowiązuje anonimowość. Uczestnicy przedstawiają się tylko z imienia, nie mówią o swojej pracy. Dbają też o zachowanie anonimowości samych alkoholików. Na mityngach i w życiu obowiązuje język miłości, pozbawiony oskarżeń, oceniania. Każdy mówi wyłącznie o swoim doświadczeniu. Robi to, na co w danym momencie jest gotowy, co jest dla niego możliwe. – Przyszłam tu w rozpaczy, a zobaczyłam osoby pogodne, zrównoważone, z poczuciem humoru. To obudziło we mnie nadzieję – mówi Teresa. – Uderzająca jest tutaj kultura rozmowy. Nikt nikomu nie przerywa. Każdy jest otoczony szacunkiem, wysłuchany. Mamy wypracowany system wspólnego podejmowania decyzji. Korzystamy z literatury, która pomaga zgłębić istotę problemów związanych z alkoholem.

Najbliższe 5 minut

Na spotkaniach członkowie grupy zajmują się programem, na który składają się stopnie, a także zasady odnoszące się do zachowania jedności w Al-Anon (tzw. tradycje) i do podejmowania służby (tzw. koncepcje). Reguły te pomagają także w budowaniu ducha jedności i służby w rodzinach. Służba w Al-Anon to prowadzenie spotkań, przygotowywanie materiałów, książek, informowanie o wspólnocie. – Nic tak nie pomaga człowiekowi stanąć na nogi jak pomaganie innym – podkreśla Teresa. Przychodzą osoby w różnym wieku, obu płci (choć o wiele częściej kobiety). Każdy ma swojego przewodnika, do którego można zadzwonić w dzień i w nocy, wypłakać się, zapytać, o co tylko się chce. – Uczymy się żyć chwilą. Ogrom problemów, które mogą na mnie spaść, może przytłoczyć. Jeśli jednak sobie pomyślę, że mam przeżyć dzisiejszy dzień, wykonać tylko określone prace, to jest to do udźwignięcia. A jeśli i to jest za dużo, to mogę myśleć o przeżyciu najbliższej godziny albo choćby kolejnych 5 minut – mówi Teresa. Wspomina, że osoby mające alkoholika w rodzinie często skarżą się na bóle głowy, serca, żołądka, kręgosłupa. To skutek nieustannego napięcia. Gdy ono mija, dolegliwości powoli znikają. Człowiek zaczyna prostować swoje życie, „wpuszczać do domu słońce”. Uczestnicy spotkań uczą się odbudowywać poczucie własnej wartości, radzić sobie z negatywnymi emocjami, odkrywać w sobie dobro i piękno. Dowiadują się, że kiedy osoba pijąca jest agresywna, trzeba przede wszystkim ratować siebie i dzieci. Nie wolno się wahać, kiedy pojawia się konieczność wezwania policji. Teresa wyjaśnia, jak trudno bez wsparcia Al-Anon odnaleźć się na przykład żonie wobec alkoholizmu męża. Bywa, że – paradoksalnie – dzieci nie mają pretensji do ojca, że pije, ale do matki, bo robi awantury, jest taką domową jędzą, pełną zgorzknienia. Ona tymczasem dźwiga ciężar, który ją przerasta. Często ma nadzieję na zmianę, wierzy kolejnym, nieustannie łamanym obietnicom o porzuceniu picia i nie rozumie, że współmałżonek jest człowiekiem chorym. Jeśli bliscy alkoholika nauczą się zachowań, które podpowiada Al-Anon, pomogą choremu zmierzyć się ze swoim problemem. I odzyskają własne życie. Imiona zostały zmienione

Możesz dołączyć

Grupy Al-Anon działają niemal w każdym dużym mieście, organizowane są także spotkania on-line. Istnieją też grupy Alateen – dla dzieci i młodzieży z rodzin z problemami alkoholowymi. Wszelkie informacje są dostępne na stronie al-anon.org.pl. Kontakt z regionem dolnośląskim: tel. 572 945 199, e-mail: region_dolnoslaski@al-anon.org.pl.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.