Powiedz to w 30 sekund!

O tym, co zrobić, aby ludzie sami chcieli wycofać złożony przez siebie wniosek o rozwód, oraz dlaczego rodzina potrzebuje dobrego PR-u z Pawłem Wolińskim rozmawia Weronika Pomierna

Weronika Pomierna: Marcin Prokop powiedział kiedyś, że gdy po raz pierwszy usłyszał w radiu spot Fundacji Mamy i Taty, pomyślał, że ktoś robi w Polsce świetną robotę. A wy reklamujecie przecież niezbyt postępowe idee: rodzinę i miłość do końca życia. Tym, którzy twierdzą, że nie da się tego zrobić, mówicie: a właśnie, że da się!

Paweł Woliński: To było, gdy zaczynaliśmy w 2011 r. Przyszedłem do studia, aby razem z Agatą Passent, osobą, która sama doświadczyła rozwodu rodziców, rozmawiać o naszej kampanii „Rozwód? Przemyśl to!”. Marcin Prokop odniósł się do akcji bardzo pozytywnie, mówiąc, że rozwód nie może być traktowany jako oczywiste rozwiązanie. Nikt w studiu nie próbował tego później podważać.

Ale rozwód to przecież otwarcie nowego rozdziału. Nie udało nam się, ale próbujemy znowu. A jeśli chodzi o dzieci to przecież najważniejsze, żeby widziały szczęśliwych rodziców.

Wtedy ponoć same będą szczęśliwe. Amerykańska psycholog Judith S. Wallerstein, która obserwowała rozwiedzione rodziny – dorosłych i dzieci, twierdzi coś zupełnie innego. Gdy zaczynała badania, była przekonana, że rozwody są zdobyczą dla kobiet, bo poszerzają ich sferę autonomii. Po 25 latach zupełnie zmieniła poglądy i powiedziała, że najgorsze, co możesz zrobić dla swojego dziecka, to rozwieść się. Ludzie myślą, że dla dziecka najtrudniejszy jest moment rozwodu, dlatego trzeba rozwieść się kulturalnie. Wallerstein odkryła, że wiele dzieci mgliście wspomina sam dzień rozwodu. Źródłem nieszczęść są dla nich lata dorastania w porozwodowej rodzinie. Dzieci bardziej optymistycznie oceniają związek rodziców niż oni sami. Gdy ci kulturalnie rozwodzą się, dzieci reagują szokiem.

Myślą: to pewnie z mojego powodu?

Tak, a gdy rodzice próbują tłumaczyć, że to nie tak, budzi to jeszcze większy żal. Dzieci widzą, że nie mają na to żadnego wpływu. Polacy klasyfikują rozwód jako drugie po uzależnieniu od narkotyków niepokojące zjawisko społeczne. Jednocześnie nie są świadomi długoterminowych skutków rozwodu dla dzieci. Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców statystycznie rzadziej nawiązują satysfakcjonujące związki z płcią przeciwną, mają więcej partnerów seksualnych i częściej rozwodzą się. Częściej doświadczają też myśli samobójczych niż dzieci z pełnych rodzin. W naszym spocie pytaliśmy Polaków, jaki obraz ich małżeństwa powinno zapamiętać ich dziecko. Jako rodzice biorą odpowiedzialność za to. W Norwegii wprowadzono w latach 90. ubiegłego wieku obowiązkowe szkolenia uświadamiające rodzicom mającym zamiar się rozwieść, jakie skutki będzie to miało dla ich dzieci. Sąd nie rozpatrzy wniosku o rozwód, jeśli para nie weźmie najpierw udziału w takim szkoleniu. Podobno ok. 30-40 proc. małżeństw rezygnuje ze złożenia pozwu rozwodowego po takim spotkaniu.

Tyle w Polsce wynosi odsetek tzw. pochopnych rozwodów.

Ludzie często nadinterpretują przejściowe kryzysy. Każdy, kto ma doświadczenie małżeństwa, wie, że bywają trudne chwile. W badaniu, które poprzedziło naszą kampanię, brał udział mężczyzna, który rozwiódł się po narodzinach pierwszego dziecka. Był już w związku z nową partnerką i miał z nią dziecko. Mówił: „Gdy żona urodziła dziecko, to tak się na nim skupiła, że przestałem się liczyć. Stwierdziłem, że znajdę sobie nową partnerkę. Sęk w tym, że gdy ona urodziła dziecko, stało się z nią to samo. Gdybym wiedział kilka lat temu, że trzeba to przetrwać, to nie rozwiódłbym się, bo z tamtą kobietą było mi lepiej”.

Jako fundacja wyprodukowaliście cztery spoty. Kto za tym stoi?

Grupa rodziców, którym nie podoba się, że w świecie mediów jest tylko jedna dominująca opowieść o rodzinie. Klasyczna rodzina wydaje się anachroniczną formą społeczną. Doświadczenia rodzin wielodzietnych są takie, że traktuje się je jak patologię i grupę roszczeniową. Wypełniając wniosek w gminie o stypendium szkolne lub zapomogę, trzeba przedstawić powód. Do wyboru są: alkoholizm, narkomania, bezrobocie lub wielodzietność. Coś chyba jest nie tak. Postanowiliśmy więc pokazać rodzinę nie jako coś anachronicznego, ale retro innowację. Ponieważ w naszym gronie znaleźli się prawnicy, osoby zaangażowane w badania marketingowe oraz w reklamę, byliśmy w stanie sami wesprzeć ten pomysł. Najpierw zebraliśmy trochę pieniędzy na badanie i zapytaliśmy Polaków o najbardziej niepokojące zjawiska społeczne. Ponad 80 proc. zadeklarowało, że niepokoi ich rosnąca liczba rozwodów. Skoro tak, to trzeba o tym mówić.

Z Waszą kampanią zetknął się co czwarty. Polak. Jak udało się Wam to osiągnąć, skoro TVP odmówiła emisji spotu?

Najpierw wysłaliśmy spot do TVN-u. Po kilku dniach przysłali nam umowę na prawa do emisji na sześć miesięcy. Myśleliśmy, że to jakiś błąd, bo zazwyczaj kampanie trwają 2-3 tygodnie, a tam było napisane, że przez pół roku będą emitować nasz spot za złotówkę plus VAT! W sumie mieliśmy niemal 700 emisji, sporo w najlepszym czasie antenowym. Mogę tylko przypuszczać, dlaczego tak się stało. Gdy szukaliśmy sponsorów, trafialiśmy też na osoby, które miały za sobą doświadczenie rozwodu. Od jednej z nich usłyszeliśmy: „Pomogę wam, bo sam się rozwiodłem. Mam brata, który też ma córkę. Widzę, jak rozwija się jego dziecko i co dzieje się z moją córką. Uważam, że to był błąd. Trzeba o tym mówić”. Pewien mężczyzna powiedział: „Jest dokładnie tak, jak mówicie. Przerobiłem to na własnej skórze. Jak zobaczyłem ten spot, to się rozpłakałem”. Z TVP, która ponoć ma misję, otrzymaliśmy pisemną odpowiedź, że nasz spot jest nieobiektywny i umacnia stereotypy. Zasugerowano nam zmianę warstwy tekstowej.

Pachnie cenzurą.

Poinformowali nas o tym w sierpniu, a już od czerwca spot był emitowany w TVN. Gdy napisaliśmy do mediów, że TVP cenzuruje spot prywatnej fundacji, a nasi sympatycy wysłali kilkanaście tysięcy mejli do prezesa TVP, ten po 3 godzinach zmienił zdanie. Zapowiedział emisję spotu i zaznaczył, że TVP jest otwarta na wszystkie komunikaty. Po kampanii zapytaliśmy tych samych respondentów o świadomość negatywnych, długoterminowych skutków rozwodów. Wzrosła o 10 punktów procentowych. W przypadku kampanii 6-miesięcznej to bardzo dobry rezultat. Dostaliśmy setki telefonów i mejli od ludzi, których poruszyła ta kampania. Mówili: przekonaliście mnie, muszę przemyśleć decyzję o rozwodzie. Życiowe zmiany są czasem inspirowane tym, że ktoś przeczytał jedno zdanie w odpowiednim momencie. Pojawiła się refleksja, która była bezcenna.

Czasem taka refleksja przychodzi za późno. Dopiero w obliczu reformy systemu emerytalnego Polacy zdali sobie sprawę, że posiadanie dzieci nie jest prywatną sprawą, ale ma wymiar społeczny.

Kiedyś zapytano mnie, dlaczego trzeba podwyższać wiek emerytalny. Powiedziałem, że dlatego, że dzieci się nie urodziły. Kiedy? – zapytał mój rozmówca. Odpowiedziałem, że 20 lat temu. Zapytałem go, czy sam ma dzieci. Powiedział: tak, jedno. No to właśnie dlatego – dodałem. 50 proc. Polaków ma tylko jedno dziecko, 80 proc. deklaruje, że chciałoby mieć dwoje lub troje, ale ich nie stać. Wielu ludzi mówi: żyjemy na określonym poziomie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.