"Gdy patrzyłem w oczy syna, mówiły: Nie zabijaj mnie, tato"

Jestem rodzicem, któremu zmarł 6-letni synek na rękach w szpitalu. Nigdy nie pozwoliliśmy na odłączenie go, mimo braku szans na leczenie według lekarzy. Żył dłużej, a umarł jakby zasnął. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby umierał z głodu i braku wody - powiedział w rozmowie z wpolityce.pl Maciej Karczyński, były rzecznik prasowy ABW, wcześniej oficer policji.

Mężczyzna wyznał, że jego syn Marcel cierpiał na bardzo rzadką chorobę genetyczną, powodująca infekcję płucną. Zaraz po urodzeniu znalazł się na OIOM-ie. Później był karmiony pozajelitowo i podawano mu tlen.

Lekarze nakłaniali ich rodzinę do wyrażenia zgody na odłączenie syna od aparatury podtrzymującej życie. Było 20 takich rozmów. Medycy mówili, że to uporczywa terapia, bo skazana na brak reanimacji w przypadku pogorszenia się stanu zdrowia syna. - W pewnym momencie miał podaną kroplówkę, która osłabiała organizm. Zrobiliśmy aferę, żądając jej zamienienia. Lekarze się przestraszyli, bo wiedzieli co stanowi prawo polskie, a potem pozwolili mu umrzeć. Nie poszli jednak do sądu z nami, jak w przypadku Alfiego, lecz uszanowali naszą decyzję - opowiadał Karczyński.

- Słyszałem, że lepsze dla dziecka jest to, żeby odeszło niż cierpiało, ale gdy patrzyłem w oczy syna, mówiły: „Nie zabijaj mnie, tato” - podkreślił ojciec. - Wierzę w Boga i wiem, że są takie rzeczy, o których tylko On powinien decydować - dodał.

Marcel przeżył 6 lat.

Pełny tekst wywiadu.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| ALFIE EVANS

Reklama

Reklama

Reklama