Sokoli wzrok

Poprawczaki i więzienia są pełne chłopców, których rodzice po prostu zostawili samym sobie.

W obronie synów matki korzystają z całego arsenału odpowiednich środków, niekiedy stając się przez to matkami nadopiekuńczymi. Zanim jednak uświadomią sobie, jak chronić syna, muszą zidentyfikować wroga. Ponieważ kierują się instynktem opiekuńczym, szukają czyhających na ich chłopców zagrożeń, które dziś często wiążą się z mediami elektronicznymi. W odpowiedzi na te niebezpieczeństwa matki ruszają do ataku. W naszej złożonej i przesyconej elektroniką postmodernistycznej kulturze zagrożenia te są bardzo zdradzieckie i trudno uchwytne. Dlatego też dobre matki mają zawsze oczy i uszy otwarte, o co często mają do nich pretensje ich synowie. Często ten żal przybiera formę manipulacji wyrażonej słowami: „Po prostu mi nie ufasz, mamo”. Nie dajmy się zwieść. Dokładnie tak samo, jak chłopcy nie chcą mówić o swych uczuciach, choć pragną, by mama się nimi zainteresowała, tak samo nie umieją przyznać, że lubią nakładane na nich ograniczenia. A jednak tak właśnie jest, ponieważ te ograniczenia oznaczają, że rodzicom zależy na dzieciach i że troszczą się o nie. Głęboko w sercu synowie doceniają świadomość tej troski. I podobnie jak z dzieleniem się uczuciami: mimo że chłopcom podoba się rodzicielska opieka, odrzucają ją. Jest to jeszcze jedna z wielu przepychanek w relacjach między synem i matką: rób to, ale nie dawaj mi poznać, że to robisz.

Niestety, często gdy matka słyszy od swego syna zarzut „braku zaufania”, wycofuje się i przestaje myśleć logicznie. Sądzi, że z pewnością syn ma rację, jest przecież dobrym dzieckiem i powinna mu ufać. Przestaje więc nad nim czuwać i obserwować go, by chłopiec poczuł się bardziej dorosły. Jest to ogromny błąd! Mądre matki wiedzą, że nie wszystko jest kwestią zaufania; nie obserwują przecież swych synów dlatego, że im nie ufają, ale ponieważ życie bywa twarde, niesprawiedliwe i okrutne. Matka żyje dłużej i wiele razy dostała w życiu nauczkę; lepiej zna i rozumie niebezpieczeństwa czyhające na chłopaków. Chłopcy nie rozumieją wielu zagrożeń, ponieważ nie dostrzegają niebezpieczeństw wokół siebie, matki muszą więc czujnie a ich strzec.

Pewnego dnia przyszła do mnie matka imieniem Maddie, bardzo zaniepokojona zachowaniem swego syna, Samuela. Mniej więcej od trzynastego roku życia Sam stał się bardzo złośliwy i trudny we współżyciu. Przedtem zawsze miał łagodne usposobienie, rzadko kiedy odzywał się arogancko i zwykle robił to, o co się go poprosiło. Samuel był bardzo związany ze swym ojcem, pilotem samolotów pasażerskich. Mąż Maddie miał stały plan lotów: przez jeden tydzień nie było go w domu, przez cały następny nie pracował. Był cichym człowiekiem, zupełnie jak dawniej Sam, i Maddie uważała, że być może właśnie dlatego byli ze sobą tak blisko.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • cau_kownik
    27.10.2012 08:47
    Jakoś trudno mi uwierzyć, że cała ta historia to nie jest wyobraźnia autorki.
  • Piotr
    28.10.2012 18:14
    Bardzo fajny artykuł. Fajnie pokazane jak relacja dziecka z rodzicem może zmieniać się w czasie. Ponadto, ciekawe jest podejście osoby, która pracowała w charakterze mediatora międzypokoleniowego. Nie oskarża chłopca i nie toleruje jego zachowania raniącego inne dziewczynki.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.