Każdy ma coś do opowiedzenia

Oni nie kryją się pod maskami. Zdejmują je i pokazują prawdziwe oblicze.

– Jak żyć, by nadal być? Akcji towarzyszy uczucie odrealnienia, nieważkości, a wszystko po to, by zatrzymać widza, skłonić do refleksji nad sztuką życia i umierania. Podejmujemy temat przemijania, śmierci, traumatycznych wydarzeń – wyjaśnia Monika. Scenariusz tej sztuki napisało życie. Retrospekcja zdjęć aktorów z dzieciństwa, ich opowieści, spisanych historii z ich życia, epitetów, jakimi byli określani, sytuacji szkolnych, zawodowych, z przychodni czy szpitala. – To praca od podstaw. Rozgrzebujemy temat. To nie my przychodzimy z gotowym materiałem. To aktorzy szukają, dzielą się na zajęciach, później całość fabularyzujemy – dodaje Dariusz. – Słyszymy wiele dialogów, kiedy gdzieś jedziemy busem, zapisujemy je, wykorzystujemy w spektaklach. Konfrontacje na festiwalach, to wszystko staje się sztuką. Choćby historia zgubionej ręki wzięła się z życia. Wracając z festiwalu, zostawiliśmy, jak się okazało, protezę ręki Pawła. Wracaliśmy po nią. To była inspiracja do powstania spektaklu „Zaręczyny” – mówi Monika.

Grają sercem, nie gestem

Teatr Przebudzeni to obecnie 20-osobowy zespół. Tu nie ma castingów, bo najważniejsza jest chęć. – Każdy człowiek, niezależnie od swojego statusu, ma takie same prawa. Ma prawo być nie tylko odbiorcą, ale i twórcą kultury. Osoby z niepełnosprawnością też mają coś do zaoferowania ludziom. One wytwarzają dobro kultury, dają widzowi refleksję i radość. W ten sposób zadają kłam stereotypowi, że potrafią tylko brać od społeczeństwa – podkreśla Mieczysław Kowalczyk. Aktorzy to ludzie z różną niepełnosprawnością, intelektualną i ruchową.

– Każdy człowiek ma coś do opowiedzenia innym, tylko trzeba się zatrzymać i posłuchać tej osoby. Każdy ma do opowiedzenia swoją historię, jeśli stworzy mu się odpowiednie warunki – dodaje. Patryk spotkał Monikę w pracy. Kiedy usłyszał o teatrze, zapytał, czy może przyjść na próbę. – Przyszedłem i dziś uważam, że nie ma niczego lepszego na świecie niż teatr. To możliwość rozwoju, wielka radość i wiele wyjazdów, kiedy poznaję nowe osoby. Po prostu spełniam się – opowiada Patryk. Wspomina swój pierwszy spektakl. – Jestem osobą niewidomą, ale kiedy usłyszałem owacje publiczności, popłynęły mi łzy ze szczęścia – mówi.

Jak to jest być na scenie, kiedy człowiek nic nie widzi, słyszy jedynie dźwięki? – Po prostu gram sercem, my wszyscy gramy sercem i duszą, a nie jakimś wyuczonym gestem. To jest piękne, wielka duma. Teatr mnie prowadzi. Użyję cytatu ze spektaklu „Szatnia”: „Alleluja i pod prąd” – śmieje się. Pamięta wiele spotkań po spektaklach, kiedy słyszał gratulacje. – Ale dla nas wszystkich – przebudzonych – ważne jest, aby przekaz spektaklu został odebrany, jego sens. I później ludzie mówią, że płakali podczas sztuki, wzruszali się, mieli wiele refleksji – mówi. Bycie niewidomym aktorem nie jest proste. Trzeba poruszać się po scenie, a przecież każda jest inna. – W nowym spektaklu mogę używać swojej białej laski, bo gram ślepego magika. Ale w poprzednim nie mogłem, asekurowała mnie inna aktorka. I przyznam się, że dwukrotnie prawie spadłem ze sceny. Raz uratowała mnie Monia, kiedy zza kulis krzyknęła: „Patryk, gdzie ty idziesz?!”. A raz moja koleżanka, kiedy byłem jedną nogą za sceną – śmieje się na wspomnienie.

– Pierwsza próba? Łatwo nie było. Ale pokochałam teatr. Dziś czuję satysfakcję, radość, a przy okazji spełnienie marzeń z dzieciństwa. Udowadniamy, że osoby niepełnosprawne razem mogą wiele zdziałać. W spektaklu „Istny cyrk” gram baletnicę, choć mam niepełnosprawność ruchową – mówi Iwona. – I ludzie patrzą. Z ich perspektywy jesteś gorszy, a pokazujesz w sztuce, że możesz mieć swoją pasję i rozwijać ją mimo ograniczeń. Byłam osobą zamkniętą, wstydziłam się, a teatr mnie ośmielił, przełamał bariery. Czuję satysfakcję – dodaje.

– Cudne momenty... Kiedy jestem za kulisami i patrzę, jak oni grają. To metafizyka. Nie da się tego opisać słowami. I czasem pojawiające się pytania: „Czy to naprawdę się dzieje?” – uśmiecha się Monika. Na półce stoi wiele statuetek. Teatr Przebudzeni wystawia swoje sztuki ponad 20 razy w roku. Aktorzy wyjeżdżają na festiwale, są zapraszani do wielu miast. – Już wiemy, że na początku lipca gramy na rynku w Krakowie. Czterdziestą „Szatnię” wystawialiśmy w Wielopolu Skrzyńskim, w mieście, gdzie Kantor się urodził. Mamy wiele zaproszeń – dodaje.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.