Każdy ma coś do opowiedzenia

Oni nie kryją się pod maskami. Zdejmują je i pokazują prawdziwe oblicze.

Teatr czyni cuda. Z perspektywy lat jego funkcjonowania widzę, jak ludzie się otwierają, nabierają pewności siebie. Jest to nieoceniona forma rehabilitacji. Podnosi sprawność, zarówno psychomotoryczną, jak i intelektualną. Widać po naszych aktorach, że stali się dojrzałymi ludźmi i artystami. Teatr jest rzeczą wspaniałą – opowiada Mieczysław Kowalczyk, przewodniczący zarządu Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną Koła w Ostródzie.

To jak manifest

A wszystko zaczęło się 16 lat temu, w Warsztacie Terapii Zajęciowej, kiedy jego kierownikiem był Mirosław Borejko. – Narodziła się idea, żeby w ramach warsztatów, gdzie podejmuje się różne działania artystyczne i społeczne, zainicjować teatr. Postawiono wiele pytań, jak to zrobić, jaką formę ma on przyjąć. Muszę się dziś przyznać, że byłem sceptyczny wobec tego pomysłu. Pamiętam myśl: „Zobaczymy, jak będzie z pierwszą premierą” – wspomina M. Borejko. Wówczas pojawiła się Monika Kazimierczyk, pełna entuzjazmu i pomysłów. Zaczęły się pierwsze próby, poświęcano mnóstwo czasu i w końcu... kurtyna poszła w górę po raz pierwszy.

– Pierwszy spektakl, „Mały Książę”, powalił mnie na kolana. To było wręcz objawienie. Szok, że można przy właściwie ukierunkowanym udziale osób niepełnosprawnych, przy dokładnym poznaniu ich możliwości, zaproponować im taką formę, która pokaże ich moc, jednocześnie dając możliwość ukazania samych siebie. To jak manifest, kiedy oni mogą na scenie pokazać, co myślą, co czują. To było i jest niesamowite – podkreśla pan Mirosław. Bo to od początku nie był zwykły teatr, to świat wypełnianej misji. – Oni poprzez sztukę mówią o sobie, o swoich sprawach. Kiedy patrzę na aktorów na scenie, to widzę ich życie, ich problemy, nawet dramaty. Dzięki scenie mogą wręcz wykrzyczeć to, co ich boli, co czują, z czego się cieszą – wymienia Mieczysław Kowalczyk.

Żongler i baletnica

„Małego Księcia” pamiętają wszyscy. Maski z tego spektaklu do dziś są przechowywane i często występują w nowych sztukach. – Zdejmowanie maski, obnażanie się przed publicznością – to przewija się w każdym spektaklu. Stąd i nasza nazwa, Teatr Przebudzeni, żebyśmy ciągle sami siebie mobilizowali, aby nie stać w miejscu, ale i publiczność skłaniać do refleksji. Czasami podejmujemy ryzyko, bywa kontrowersyjnie. Po spektaklach nawiązują się dyskusje: skąd taka scena, dlaczego? Bo dotykamy drażliwej struny – mówi Monika, która od początku zajmuje się teatrem w roli scenarzysty i reżysera. Wspomina spektakl w Krakowie, kiedy jeden z widzów chciał koniecznie zanegować ich sztukę. Bo nagle na scenie pojawiają się osoby z niepełnosprawnością i jeszcze swoje dysfunkcje „wyostrzają” na scenie. Chłopak, który nie ma ręki, żongluje. No jak to? Albo dziewczyna, która ma problem z kolanami i nie chodzi, jest baletnicą. „Dlaczego? Ja się na to nie zgadzam” – mówił.

– A właśnie to jest to, że my musimy się z tym skonfrontować, zadać sobie pytanie: z czym ja sobie nie radzę w życiu, co może być moją silną stroną? I to jest siła naszego przekazu. Że nie kryjemy się pod maskami, zdejmujemy je i pokazujemy prawdziwe oblicze. Chodzi o siłę słabych stron na scenie, o odmienność. Nasi aktorzy to osobowości – wyjaśnia Monika. Kiedy spogląda w przeszłość, widzi, jak bardzo rozwinęli się aktorzy, jak wyrwali się ze swojego pełnego barier świata, jak czerpią z teatru radość i się w nim realizują.

Rozgrzebujemy temat

Każdy spektakl jest lustrem ich życia. Zawiera wątki autobiograficzne, wiele scen pisze samo życie. – Wszystko rodzi się z prostych pomysłów. Spektakle, które teraz ogrywamy, czyli „Istny cyrk” i „Szatnia”, to jest już teatr na najwyższym poziomie, co czuć po reakcjach publiczności, że one mają w sobie mocny przekaz, podejmują tematy, o których czasem człowiek nie chciałby słyszeć – mówi Dariusz Wychudzki, współreżyser, również odpowiedzialny za muzykę w sztukach. Podczas warsztatów aktorzy podrzucają pomysły scen, na bazie których powstaje scenariusz. W przypadku „Szatni” inspiracją stała się twórczość Tadeusza Kantora. To zderzenie przeszłości z teraźniejszością, historii postaci z aktualnym położeniem, „byciem w niebycie”. Wrzuceni w przestrzeń, w „szatnię”, pytają „co dalej?”. Spektakl to swoisty rachunek sumienia bohaterów, a jednocześnie odbiorców. Stawia pytania o zasadnicze wartości i relacje międzyludzkie, o sens życia.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.