Doświadczenie miłości budzi sumienie

Sumienie to także bogata rzeczywistość, która czasami ma bardzo skomplikowaną dynamikę. Dlatego też podczas tej homilii chciałbym zatrzymać się na chwilę przy wydarzeniach opisanych w Ewangelii świętego Łukasza, które na takie bogactwo i różnorodną dynamikę ludzkiego sumienia wskazują, ją obrazują.

Publikujemy pełną treść homilii abpa Celestino Migliore wygłoszonej w czasie Mszy św. inaugurującej drugi rok formacji w dwuletniej Szkole Wychowawców Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych 2011-2013.

Doświadczenie prawdziwej miłości potrafi obudzić nawet mocno uśpione sumienie*

Już miałem okazję gościć w Centrum Formacji Duchowej Księży Salwatorianów. Mogę więc część formalno-powitalną ograniczyć do minimum: witam wszystkich bardzo serdecznie!

Ale na początku pozwolę sobie na małą dygresję: to piękny i budujący widok patrzeć, jak wychowawcy seminaryjni, sami nawykli do „pouczania” innych, dziś siedli w przysłowiowych szkolnych ławkach. Dobrze wiemy, że nemo dat, quod non habet. Dlatego jest to budujący widok.

Sumienie ludzkie to tajemnicza rzeczywistość, ale jakże potrzebna w naszym życiu. To ten głos, który – nawiązując do dzisiejszego pierwszego czytania – albo coś „pochwala”, albo „nie pochwala”. Święty Paweł w tym fragmencie listu do chrześcijan w Koryncie skupił się na owym „nie pochwalam”. Dobrze uformowane sumienie jest więc dla wierzących głosem Bożym, które coś nakazuje albo czegoś zakazuje. I nawet jeśli nie od razu potrafi nas powstrzymać od zrobienia czegoś złego, to przynamniej później nam to wypomni.

Ale sumienie to także bogata rzeczywistość, która czasami ma bardzo skomplikowaną dynamikę. Dlatego też podczas tej homilii chciałbym zatrzymać się na chwilę przy wydarzeniach opisanych w Ewangelii świętego Łukasza, które na takie bogactwo i różnorodną dynamikę ludzkiego sumienia wskazują, ją obrazują.

Pierwszy z tych opisów, to hymn Magnificat (1, 46-56) wypowiedziany przez Matkę Jezusa, w bardzo specyficznych okolicznościach. W tej pieśni uwielbienia możemy zobaczyć piękną postawę wobec wydarzeń dziejących się w Jej życiu. Niektórych z nich nie potrafi od razu zrozumieć a nawet budzą one niepokój. Ale od niepokoju większe jest zaufanie do Boga, który jest autorem tych niespotykanych wydarzeń. Jest to sumienie do końca zanurzone w Bogu, które potrafi tak pokierować Jej wolą, że staje się najbardziej istotną Współpracownicą Boga w dziele wcielenia. Takie sumienie prowadzi do pełnej radości i do doskonałej wdzięczności stworzenia względem swego Stwórcy. „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy”.

Ten sam rozdział łukaszowej Ewangelii (2, 25-32) opisuje „prawe sumienie” u schyłku życia. Można je zobaczyć w scenie, w której człowiek „sprawiedliwy i pobożny”, Symeon, mógł wziąć w ramiona dzieciątko Jezus, z którym Jego Rodzice przyszli do jerozolimskiej świątyni. Jego sumienie, piękne i czyste, choć ciągle oczekujące, natchnęło go do wypowiedzenia słów, którymi często się modlimy: Nunc dimittis. Na takie szczere: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju” może sobie pozwolić tylko ktoś, kto żył uczciwie i którego sumienie rzeczywiście słuchało każdego dnia samego Boga.

Inne sumienie odzywa się u najświętszych Rodziców, którzy po kilku dobrych chwilach drogi stwierdzają, że ich Syn gdzieś się zagubił (2, 41-50). Ich ufne sumienie zakłada, że jest gdzieś z krewnymi; ale to samo ufne sumienie bije na alarm, gdy to założenie okazało się błędne. Jak dotąd spokojni, są jednak czujni. Ich wewnętrzna odpowiedzialność za wcielone Słowo Boże każe im wszelkimi siłami szukać Jezusa tak długo, aż go znajdą.

Siódmy rozdział tej Ewangelii (36-49) pokazuje, jak potrafi działać sumienie także w grzesznym życiu, jawnie grzesznym życiu. „A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne – opisuje to wydarzenie święty Łukasz – dowiedziawszy się, że [Jezus] jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku...” Dobrze znamy to wydarzenie i dobrze pamiętamy, jaka była reakcja Jezusa. Doświadczenie prawdziwej miłości potrafi obudzić sumienie, nawet jeśli jest ono mocno uśpione. Potrafi zmienić postępowanie człowieka, który żałuje za to, co było złe w jego życiu.

W tej scenie można też zauważyć inny wymiar sumienia. Widzimy go w postawie faryzeuszy, którzy nie mogli pogodzić się z przemianą serca jawnogrzesznicy i postawy miłosierdzia, przebaczenia, jaką miał względem niej Jezus. Zresztą taka postawa weszła już do języka pod nazwą „sumienia faryzejskiego”. Jezus ocenia je bardzo surowo (11, 37-44), pokazując, że głównym problemem tak uformowanego sumienie jest nie tylko fałszywy osąd sytuacji, ale przede wszystkim przekonanie, że ocena ta jest słuszna. Skonfrontowanie takiego sumienia – albo lepiej, quasi-sumienia – z prawdą Bożego sumienia w osobie Jezusa było bardzo bolesne. To wobec nich Jezus wypowiada jeden ze swoich najbardziej ostrych sądów: „Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie stąpają”.

Sumienie, które dopiero się budzi, opisane jest w kontekście postawy celnika w świątyni (18, 9-14). Świadomy swojego nie do końca dobrego postępowania, stanął on ledwie u drzwi świątyni i bijąc się w piersi, mówił do Boga: „miej litość dla mnie grzesznika”. Chociaż nie stać go było jeszcze na radykalną zmianę postępowania, to jednak sumienie wypominało mu to, co było złe. Trudno było mu zdobyć się na poprawę, ale był w dobrym miejscu i umiał stanąć w prawdzie wobec swojego Pana i Stwórcy.

Zatrzymał się on w tym miejscu, w którym był celnik Zacheusz, opisany przez świętego Łukasza nieco dalej (19, 1-10), z tym że ten drugi poszedł dalej. Jego sumienie nie tylko się obudziło, ale też skłoniło go do działania i naprawienia zła, które wcześniej wyrządził. Sumienie potrafi skłonić do dobrego działania, gdy jest jakiś zewnętrzny impuls, jakiś zewnętrzny motyw, który pozwala na przekroczenie zaklętego kręgu przyzwyczajenia, przywiązania do istniejących uwarunkowań. W przypadku Zacheusza był to Jezus.

I jeszcze jedno sumienie, które zadziwia. To sumienie świętego Piotra (22, 31-34; 61-62), człowieka impulsywnego, który reaguje natychmiast, pod wpływem chwili, okoliczności, własnych ograniczeń. Ten entuzjastycznie nastawiony do Jezusa i Jego misji uczeń, pewnie był bardzo zdziwiony, gdy Mistrz zapowiedział jego zdradę. To przecież on, chwilę przed taką zapowiedzią, zaklinał się, że jest gotów pójść z Jezusem do więzienia, a nawet na śmierć. A jednak zdradził Jezusa. Sumienie go jednak nie opuściło. Umiał ten czyn właściwie ocenić i nad nim gorzko zapłakać. Zupełnie inaczej, niż inny „zdrajca”, Judasz. W nim też odezwało się sumienie, ale nie umiał poszukać pomocy, lecz dręczony wyrzutami zakończył życie.

To są wszystko ludzie, o których można powiedzieć, że „mają sumienie”. Różnie to sumienie wpływało na ich postępowanie; czasami między osądem sumienia i zmianą postępowania, czynem, był długi okres czasu. Ale jednak mieli sumienie i dopóki ono było dla nich punktem odniesienia, była szansa również na zmianę postępowania. Ale jedna postać biblijna nie miała sumienia: myślę o złym duchu, który kusił Jezusa na pustyni (4, 1-13). Był przewrotny, zmyślny, inteligentny, ale nie miał sumienia.

To takie „myśli nieuczesane”, jako materiał do naszych własnych przemyśleń. Niech patronem tych przemyśleń będzie święty Robert Bellarmin, którego dziś wspominamy w liturgii. Rektor Kolegium Rzymskiego i kardynał. On również był wychowawcą seminaryjnym. Gdy tak o nim myślę, przychodzi mi na myśl także inny rektor i kardynał, który niedawno zmarł. Ojciec Święty w swoich słowach napisanych z okazji pogrzebu kardynała Martiniego dał o nim piękne świadectwo: „Był człowiekiem Bożym, który nie tylko studiował Pismo Święte, ale bardzo je kochał, uczynił je światłem swego życia”.

Wypowiadam te słowa na początku drugiego roku zajęć „Szkoły Wychowawców Seminariów Duchownych diecezjalnych i zakonnych”, jako słowa życzeń. Niech w takim umiłowaniu Pisma Świętego postępuje praca was, wychowawców, z tymi, którzy są na etapie formacji. Niech w takim umiłowaniu Pisma Świętego przebiega praca nad kształtowaniem myśli i sumień w Bożej szkole; tak, aby na koniec ich formacji można było z czystym sumieniem powiedzieć – sparafrazuję słowa dzisiejszej Ewangelii – godzien jest, aby przyjął święcenia, godzien jest, aby złożyć śluby zakonne. Amen.

* Tytuł homilii pochodzi od redakcji cfd.sds.pl

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.