Trójmiejskie ślady powstania

Świetnie wykształcona, z zamiłowania harcerka, a także poetka, obdarzona pięknym głosem. Na niej wzorowano... warszawską Syrenkę. W Gdańsku upamiętniono rodziców Krystyny Krahelskiej.

Historia Krystyny zaczyna się w roku wybuchu I wojny światowej. Urodziła się w majątku rodzinnym Mazurki w powiecie Baranowicze, który w latach II RP należał do województwa nowogródzkiego. – Była niezwykle utalentowaną kobietą – studiowała na Uniwersytecie Warszawskim, skończyła etnografię, historię i geografię. Jako poetkę zaproszono ją do Wilna. Śpiewała również poleskie pieśni w Polskim Radiu, m.in. w Warszawie – opowiada Jan Hlebowicz, historyk i rzecznik prasowy gdańskiego IPN.

Wewnętrzna radość i siła

Od 14. roku życia Krysia była harcerką, prowadziła gromadę zuchów. – Była w ruch harcerski bardzo zaangażowana, zwłaszcza po przeprowadzce do Warszawy, gdzie brakowało jej zieleni i otwartych przestrzeni, które pamiętała z Polesia – dodaje J. Hlebowicz. I chociaż nie była rodowitą warszawianką, dzięki sławnej rzeźbiarce prof. Ludwice Nitschowej, która poprosiła ją o pozowanie do pomnika Syreny znajdującego się na Powiślu (Wybrzeże Kościuszkowskie, niedaleko mostu Świętokrzyskiego), na stałe zapisała się w historii miasta. – Profesor zaproponowała Krystynie, by została modelką. Ona sama nie podeszła do tego pomysłu entuzjastycznie. Przeciwnie, nie chciała się zgodzić. Zdołał ją przekonać dopiero ówczesny prezydent miasta Stefan Starzyński, któremu pierwsze odlewy bardzo się spodobały – tłumaczy J. Hlebowicz. Krystyna pozowała w latach 1936 i 1937, czym niechętnie dzieliła się nawet z najbliższymi przyjaciółmi. Prof. Nitschowa wspominała: „Twarz Syreny jest twarzą Krystyny zmonumentalizowaną, aby nie było tak łatwo rozpoznać Krysię, co by ją krępowało. Bo chodziła ulicami warszawskimi – prosta, wysoka, jaśniejąca uśmiechem wewnętrznej młodzieńczej radości i siły”. Pomnik odsłonięto 29 czerwca 1939 roku. Był to ostatni odsłonięty w II RP monument. Udało mu się przetrwać wojnę, po której go odrestaurowano. Uczyniono to bez zdejmowania Syrenki z cokołu.

Optymistka mimo horroru

Krystyna ukończyła studia w 1939 roku. Po wybuchu II wojny światowej postanowiła pozostać w Warszawie. – Pochodząca z patriotycznego domu dziewczyna zetknęła się z niemiecką okupacją i od początku zdecydowała się na współpracę ze Związkiem Walki Zbrojnej oraz z Armią Krajową, do której następnie przystąpiła – mówi J. Hlebowicz. I nadal tworzyła. Najbardziej znaną piosenkę „Hej, chłopcy, bagnet na broń!” napisała w styczniu 1943 r. dla żołnierzy Batalionu Sztabowego „Baszta” Komendy Głównej Armii Krajowej. Zaśpiewała ją na tajnym koncercie w lutym tego samego roku w mieszkaniu podporucznika czasu wojny Ludwika „Michała” Bergera. Stała się ona najpopularniejszą piosenką żołnierską Polski Walczącej i powstania warszawskiego. Tekst opublikowano po raz pierwszy na łamach konspiracyjnego pisma „Bądź Gotów”, a następnie przedrukowano kilkakrotnie w prasie powstańczej oraz w dwóch konspiracyjnych antologiach – „Pieśni Podziemne” i „Śpiewnik BCh”, a także w wielu antologiach powojennych.

K. Krahelska w swoich utworach i poezji zawarła sporą dozę optymizmu. – Nawet w stosunku do tego, co ją otaczało, w jej twórczości nie ma apokaliptycznych wizji czy wszechobecnej śmierci. Jest za to otucha, która ma nakłaniać innych, by walczyli dla ojczyzny – mówi rzecznik. Dodaje również, że sama przyznawała, iż nie wie, jak to się dzieję, że potrafi w sobie odnaleźć takie pokłady pozytywnego nastawienia. – Mówiła, że wojna, przynajmniej w tym środowisku, w którym ona się obracała, nie wyzwalała negatywnych zachowań – nie uwalniała w ludziach najgorszych instynktów, ale budziła solidarność społeczną, wzajemną pomoc i życzliwość – wyjaśnia historyk. W jednym z listów do swojej niespełnionej miłości – Stanisława Wujastyka – pisała: „...wielu z nas nie dorachujesz się po powrocie, lecz nie w tym sęk. Żyjemy jakoś, ja wcale nieźle, jak na wojenne czasy. Człowiek nigdy nie wiedział, ile zdoła wytrzymać i znieść. Przestrzeń i czas nie dzielą, jest między ludźmi jakieś poczucie bliskości i dobroci – dające trwać i przetrwać niejedno”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.