Jeden kieliszek różnicy

Głód alkoholowy sięgnął zenitu. Zacząłem zanurzać rękę w toalecie, żeby nabrać z niej dłonią wino. Musiałem się napić. A w duszy stanowczy głos: „Co ty robisz?”...

Co poniedziałek Beata chodzi na mitingi do szpitala. Wraz z nią Piotr i Maciek. – Kocham tam być. Kocham tych ludzi. Biegnę do nich. I co tydzień widzę w nich siebie. Nie zapominam, kim jestem. Niesiemy im posłanie i nadzieję. Kiedy idę na oddział i mówię do nich – ludzi zmęczonych, szukających nowej drogi – „Mam na imię Beata i jestem alkoholiczką, też tu byłam, siedziałam, czuję jeszcze odór wymiocin”, to oni mi nie dowierzają. Ale ja to wiem. Pytają mnie, czy ja się tego nie wstydzę. Już nie. Wstydziłam się tego, że jestem pijana, kiedy dziecko powiedziało mi, że śmierdzę. Ja się wtedy wstydziłam. Kiedy moje świadectwo ma komuś pomóc, mogę mówić do tysięcy ludzi. Bo to jest oddawanie długu, który zaciągnęłam na wspólnocie, na terapii. Wiemy o tym i dlatego co poniedziałek przyjeżdżamy na oddział. Witamy się zawsze na misia, bo to jest przekazanie naszego trzeźwego ciepła, miłości. To trzeba przeżyć – wyznaje Beata.

– Bo alkoholizm to choroba uczuć, umysłu i emocji. Pijemy, bo czujemy złość albo radość. Pijemy wbrew oczywistym szkodom. Dla alkoholika problemem jest jego myślenie. Chodzimy do szpitala i spotykamy się z ludźmi, którzy nie mają jeszcze tej świadomości. Jaka jest różnica między nami, trzeźwiejącymi, a nimi? Jeden kieliszek. Że ja go już nie podnoszę, a oni jeszcze tak. Poza tym niczym się nie różnimy – mówi Piotr.

– Pamiętam siebie. Ile razy przysięgałem Bogu i sobie, że nie pojadę pijany po następny alkohol. Za każdym razem, kiedy to zrobiłem, kajałem się: „To był, Panie Boże, ostatni raz”. I znów jechałem. Dlatego, gdy spotykamy się z osobami, które są na terapii, rozumiem je, a one rozumieją, o czym do nich mówię – dodaje Maciej. 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg